Aktualności
Po co wracać do oryginalnej logoterapii Viktora Frankla?
Logoterapia i analiza egzystencjalna Viktora Frankla zachwycają dziś wielu ludzi na całym świecie, także w Polsce. Choć na świecie są znane od dawna, u nas przeżywają prawdziwy boom. Wraz z popularnością pojawia się jednak pytanie: czym właściwie jest oryginalna logoterapia i dlaczego warto do niej wracać?
Logoterapia w Polsce: pionierzy i ośrodki
Pionierem logoterapii w Polsce był niewątpliwie ks. Kazimierz Popielski oraz ks. Wolicki. Dzięki pracy wielu ośrodków, takich jak Polskie Towarzystwo Logoterapii i Noo-Psychosomatyki czy Krakowski Instytut Logoterapii oraz mam nadzieję, że także naszej Akademii Logoterapii, logoterapia staje się w Polsce coraz bardziej znana i uznawana.
Elisabeth Lukas: kontynuatorka logoterapii Frankla
Na świecie za najsłynniejszą i najwierniejszą kontynuatorkę logoterapii i analizy egzystencjalnej uznaje się prof. Elisabeth Lukas. Sam Viktor Frankl na ostatnim kongresie Logoterapii w Regensburgu „przekazał jej pałeczkę” słowami: „Pani Lukas, proszę kontynuować…”.
Elisabeth Lukas pozostała najbliżej oryginalnych założeń Frankla. Wszystko, co stosowała, i metody, które sama rozwijała, konsultowała z Viktorem Franklem, upewniając się, że są zgodne z jego zamysłem. Frankl znał jej rozumienie logoterapii tak dobrze, że kiedy jego własny wnuk zapragnął uczyć się logoterapii, to właśnie do niej go wysłał. Jej uczniem jest też Alexander Batthyány, dyrektor wiedeńskiego Instytutu Viktora Frankla.
Curriculum nauczania logoterapii, które stworzyła Elisabeth Lukas funkcjonuje jako najlepszy istniejący obecnie na świecie plan nauczania logoterapii i analizy egzystencjalnej.
Zamieszanie wokół logoterapii: czym jest „oszustwo etykietek”?
Elisabeth Lukas dostrzegała, że logoterapia szerzy się po całym świecie, ale nie zawsze to, czego naucza się w poszczególnych instytutach, odpowiada „czystej” nauce Viktora Frankla. Ludzie, którzy ją poznawali, zajmowali wobec niej własne stanowisko:
- jedni nie zgadzali się z Franklem do końca i dodawali elementy, których według nich brakowało,
- inni nie zrozumieli jej dogłębnie, czasem zwyczajnie przez bariery językowe i brak tłumaczeń jego dzieł.
Często nie była to ich wina, lecz skutek rzeczywistości, w której żyli.
Byli też tacy, którzy mimo próśb Frankla, by tego, co stworzyli, nie nazywać logoterapią, bo jest to wręcz antylogoterapeutyczne. Niestety, nie zastosowali się do tego. Frankl nazwał to „oszustwem etykietek”.
Skutki: spory i „pseudologoterapie”
W świecie logoterapii panuje dziś niemałe zamieszanie. Jedni swoje własne dzieło nazywają rozwojem logoterapii, którego przecież sam Frankl chciał, pomijając to, że mija się ono z fundamentalnymi założeniami jego koncepcji. Inni nie potrafią pozostawić obok siebie logoterapii i własnego światopoglądu czy wyznania (w Polsce wydaje się to dotyczyć zwłaszcza katolicyzmu), więc jedno musi zostać „wciśnięte” w drugie. Przykro słyszeć, że tam, gdzie Frankl miał inne zdanie niż polski Kościół, pada: „Frankl przecież był tylko człowiekiem i mógł się mylić”, a nawet: „nie da się zrozumieć logoterapii bez znajomości nauki Karola Wojtyły ”.
Nie chodzi o to, by robić z Frankla nieomylnego Boga. Oczywiście mógł się mylić, jak każdy człowiek. Chodzi o to, by jasno powiedzieć, że takie praktyki zniekształcają logoterapię w wielu punktach. A te zniekształcenia nie są przedstawiane jako odstępstwo od oryginału, lecz jako właśnie logoterapia oryginalna.
Jeśli ten proces będzie trwał, pewnego dnia po świecie będą rozsiane same „pseudologoterapie”, z których każda będzie o sobie mówić: „to TA oryginalna logoterapia”. W takim labiryncie nikt się nie odnajdzie. A brak punktu odniesienia grozi logoterapii tym samym, czym statkom na morzu grozi brak latarni morskich.
Dlaczego poszłam do źródła: rozmowa z Elisabeth Lukas
Elisabeth Lukas miała przywilej, którego nie mamy my, dziś uczący się i praktykujący logoterapię: znała Frankla osobiście i wiedziała więcej, niż można wyczytać z jego książek. Dlatego i ja postanowiłam pójść do źródła.
Podczas wykładów, superwizji i warsztatów słyszałam pytania, na które Frankl nigdzie nie odpowiedział wprost:
- Czy logoterapeuta odeśle do egzorcysty?
- Czy poprowadzi terapię par osób homoseksualnych?
- Co powie parze, która chce poddać się zapłodnieniu in vitro?
- Jakie stanowisko logoterapia zajmuje wobec antykoncepcji?
- Czy logoterapii potrzeba więcej technik regulacji emocji?
- Jak logoterapia odniesie się do tematu adopcji przez osoby homoseksualne?
Skoro będziemy pracować z bardzo różnymi ludźmi, jakieś stanowisko logoterapeutyczne jest nam potrzebne. Do logoterapeuty ma móc zgłosić się każdy człowiek, ateista i wierzący, pary heteroseksualne jak i homoseksualne, itd. Bez jasnego stanowiska logoterapeutycznego wywiedzionego z franklowskiej antropologii łatwo wejść na tory własnego „widzimisię” zaczepiając o poglądy na te tematy pochodzące z własnego światopoglądu.
Odpowiedzi na powyższe pytania, które przedstawię w kolejnych artykułach, opieram na rozmowie z Elisabeth Lukas i na jej pisemnych odpowiedziach. Jej stanowisko wynika z głębokiej znajomości logoterapii i samego Frankla, z którym wielokrotnie rozmawiała i który był, jak sama podkreśla, jej mentorem i superwizorem.
Po co to wszystko? Moja motywacja
Pragnę się z Państwem podzielić tymi odpowiedziami, z powodu…
- ogromna miłość do logoterapii, która ma moc jednoczenia ludzi, o ile nie zostanie „zagarnięta” i użyta do stawiania między nimi granic,
- stawianie własnego sumienia, jako organu sensu, na pierwszym miejscu, przed opiniami innych, zasadami i lękiem,
- miłość i zaufanie do KAŻDEGO człowieka, które wybrzmiewają z antropologii Frankla,
- pokora wobec transcendencji, której „myśli nie są myślami naszymi”.
Czego oczekuję od czytelników i logoterapeutów
Mam nadzieję, że osoby zapoznające się z tymi treściami potraktują oryginalną logoterapię jako punkt wyjścia do dalszego rozwoju i własnej drogi logoterapeutycznej, jeśli ma się ona stać drogą także dla nich.
Mam też nadzieję, że praktykujący logoterapeuci dostrzegą granicę między stanowiskiem logoterapii a własnym zdaniem na dany temat, niezależnie od tego, jak się wykształcili. I że będą mówić pacjentom, w którym momencie opuszczają teren logoterapii i przechodzą na własny światopogląd, żeby nie budować kłamstwa na jej temat. Nie jest moją intencją, aby kazać wszystkim logoterapeutom wybierać grunt logoterapeutyczny, po którym się poruszają w pracy z człowiekiem, w jakiejkolwiek formie, ale jasną moją intencją jest bycie w prawdzie przed tym człowiekiem czy moim stanowiskiem czy jestem jeszcze logoterapeutą, czy już np. katolikiem.
Logoterapia jako latarnia, nie przymus
Myślę, że taka jasność przyniesie dobro wszystkim: ludziom, którzy trafiają na naszą logoterapeutyczną ścieżkę, nam samym i naszemu sumieniu, a w końcu samej logoterapii, która będzie mogła pozostać latarnią, punktem odniesienia. To, czy kapitan popłynie za jej światłem, czy wybierze inny kierunek, należy do jego wolności. Latarnia jej nie narusza ani nie ogranicza, a jedynie ją umożliwia.
Malwina Markiewicz

Kontakt
Skontaktuj się z nami

Masz pytania?
Szukasz pomocy?
Chcesz zmienić swoje życie?
Serdecznie zapraszamy do kontaktu!