Aktualności

Czy logoterapia potrzebuje rozszerzenia o techniki radzenia sobie z emocjami?

Zapytana o techniki amortyzacji w logoterapii Viktora Frankla, sztuczna inteligencja odpowiada dziś mniej więcej tak: pojęcie amortyzacji pojawia się w literaturze psychologicznej w kontekście treningów asertywności, radzenia sobie z krytyką i regulacji emocjonalnej. W dyskusjach o współczesnym rozwoju logoterapii, także w ujęciu Elisabeth Lukas czy polskiej noo-psychosomatyki, termin ten bywa używany potocznie na określenie metod redukujących napięcie psychiczne, zanim przejdzie się do sedna problemu.

Podobne zdania słyszę z różnych środowisk logoterapeutycznych, które powołują się na naukę Elisabeth Lukas. To pytanie nierzadko pada też z ust uczestników kursu w Akademii Logoterapii.

Postanowiłam zatem zwrócić się bezpośrednio do Elisabeth Lukas i zapytać ją o tę kwestię. Pisemną odpowiedź Elisabeth Lukas, którą otrzymałam w języku niemieckim, przytaczam w moim tłumaczeniu i chciałabym udostępnić polskim czytelnikom. Wierzę, że przyczyni się ona do lepszego zrozumienia myśli Viktora Frankla i pomoże spojrzeć na logoterapię z perspektywy jej oryginalnych założeń.

„Nie widzę żadnej potrzeby rozszerzania logoterapii w kierunku »podkreślania uczuć«. Wręcz przeciwnie: ogromną zaletą logoterapii jest to, że zawsze skupia się na tym wymiarze człowieka, w którym głównie występuje zaburzenie, a mimo to jest i pozostaje »psychoterapią wychodzącą od duchowości i zmierzającą ku duchowości«. Jako taka nie skupia się przede wszystkim ani na intelekcie, ani na emocjonalności człowieka (2. wymiar), bo obie te rzeczy należą do »sfery posiadania« człowieka, ale skupia się na samej osobie, którą ktoś »jest« (3. wymiar). Osoba ta może zająć stanowisko wobec wszystkiego, co »ma«, może tym kierować, korzystać z tego, akceptować to lub się od tego zdystansować. Może używać swojego intelektu w sensowny lub mniej sensowny sposób, może poddać się swoim uczuciom, cieszyć się nimi lub im się przeciwstawiać. Gdyby w terapii kładziono większy nacisk na świat uczuć człowieka, cofnęlibyśmy się do epoki sprzed Frankla, w której specyficzne człowieczeństwo człowieka było pomijane i zaniedbywane”.

 

Zarzut: logoterapia pomija świat uczuć

W rozmowach o logoterapii i analizie egzystencjalnej często słychać zarzut, że pomija ona świat uczuć, a nawet go lekceważy. Logoterapeuta, który do głębi zrozumiał koncepcję Frankla, wie, że to nieprawda. Taki zarzut nie wskazuje na problem samej logoterapii, lecz na brak zrozumienia jej w jednym z kluczowych miejsc.

Kłopot zaczyna się dopiero wtedy, gdy logoterapeuci skonfrontowani z tą krytyką nie potrafią wyjaśnić tego błędu myślowego. Zamiast tego zaczynają się usprawiedliwiać, że przecież w ostateczności również metody logoterapii można nazwać swego rodzaju „technikami amortyzacji emocji”. Bywa nawet, że dodają do logoterapii techniki, które faktycznie służą łagodzeniu emocji, zanim zacznie się „właściwą” pracę.

Więcej niż amortyzacja

Metody logoterapeutyczne są czymś więcej niż technikami amortyzacji emocji, nawet jeśli skutkiem ubocznym ich zastosowania jest faktyczne uspokojenie. Logoterapia jest, jak pisze Lukas za Franklem, „psychoterapią wychodzącą od duchowości i zmierzającą ku duchowości”. Jej narzędzia są utkane z potencjałów specyficznie ludzkich. Używamy ich do walki z tym, co w wymiarach posiadanych przez człowieka „poszło nie tak”, a wszystko po to, by wymiar noetyczny mógł znów przejąć ster i poprowadzić człowieka ku sensownemu życiu.

Skoro działają i łagodzą emocje, choć w pierwszej kolejności nie zostały stworzone dla emocji, lecz dla wymiaru noetycznego, to ich bezpośrednie zastosowanie jest sednem pracy nad problemem, a nie tylko przygotowaniem do niej. Napięcie i lęk uspokajają się właśnie dlatego, że narzędzia działają na poziomie wymiaru noetycznego, a to on, jak uczył Frankl, konstytuuje człowieczeństwo.

Ważne, że działa. Czy na pewno wystarczy?

Można zapytać: po co ten spór, skoro ważne, że działa? Otóż nie do końca. Sprowadzanie metod logoterapeutycznych do technik amortyzacji, a tym bardziej uzupełnianie ich o kolejne techniki uspokajania emocji przed „właściwą” pracą, każe nam zapomnieć, co było innowacyjne u Frankla. Zaczynał on od woli sensu, a emocje uspokajały się paradoksalnie właśnie dzięki temu. Uspokojenie emocji przez skupienie na woli sensu, a nie przez uprzednie uspokajanie ich, to paradoks, który charakteryzuje logoterapię i odróżnia ją od innych nurtów psychoterapii.

Gdy emocje są jak głaz

Elisabeth Lukas, dzięki wieloletniej pracy z pacjentami, wiedziała, że bywają sytuacje, w których emocje przypominają tak ciężki głaz, że przejście wprost do rozmowy o woli sensu byłoby absurdem. Dotyczy to stanów hiperrefleksji i szoku pourazowego. Wtedy oczywiście trzeba pozwolić, by emocje odpłynęły, gdy pacjent opowie o tym, co się wydarzyło. Nie może się to jednak dziać w sposób niekontrolowany ani pogłębiać ciężkiego stanu emocjonalnego.

Lukas proponuje w takich przypadkach diagnostykę naprzemienną. Jej celem jest nie tylko odblokowanie wymiaru noetycznego, ale też poznanie możliwych motywów, dla których pacjent mógłby podjąć walkę z problemem, oraz tych obszarów jego życia, które pomimo wszystko pozostały nienaruszone.

Terapeuta, pozwalając emocjom odpłynąć, musi pozostać czujny, by pacjent nie utonął w fali odpływu. Dlatego stale trzyma wyciągniętą rękę. W odpowiednim momencie, zamiast pozwolić wzbierającej fali rosnąć, pociąga pacjenta ku „woli sensu”, jedynej sile, która może go nauczyć pływać. Fala emocji maleje, a pacjent odzyskuje stabilność i czuje się jak świeżo upieczony medalista olimpijski w pływaniu.

Postawa, nie technika

Diagnostyka naprzemienna, bycie całym sobą przy pacjencie i czuwanie z wyciągniętą ręką: to były główne „metody”, które Lukas uważała za potrzebne w pracy ze wzburzonym morzem ludzkich emocji. Są to jednak raczej wytyczne postawy logoterapeutycznej, jaką każdy logoterapeuta powinien przyjąć w spotkaniu z drugim człowiekiem, a nie techniki.

Lukas, wierna Franklowi do ostatniego szczegółu, wiedziała, że jemu nigdy nie chodziło o techniki ani metody, lecz o autentyczne spotkanie specyficznie ludzkich wymiarów: osoby terapeuty i drugiego człowieka. Nie po to, by pozwolić emocjom odpłynąć, ani po to, by opowiedzenie o problemie przyniosło ulgę, lecz by doszło do komunikacji specyficznie ludzkiej, skupionej wokół logosu.

Rozwój czy krok wstecz?

Uzupełnianie logoterapii o techniki amortyzacji emocji albo sprowadzanie jej metod do takich technik przedstawia się czasem jako jej dalszy rozwój lub dostosowanie do współczesnych wymogów wobec psychoterapeutów. Grozi to jednak tym, że z czasem oddalimy się od zrozumienia oryginalnej myśli Frankla. Wówczas, jak ostrzega Lukas, także w gronie logoterapeutów wrócimy do epoki sprzed Frankla, który całe życie walczył o przywrócenie psychoterapii tego, co specyficznie ludzkie.

Malwina Markiewicz

Kontakt

Skontaktuj się z nami

Kontakt

Masz pytania?
Szukasz pomocy?

Chcesz zmienić swoje życie?

Serdecznie zapraszamy do kontaktu!